Prawdziwi stratedzy zapewne poczuli się nienasyceni grami, które zaprezentowałem w poprzednim tygodniu. I nie ma co się dziwić, gdyż były one strasznie uproszczone. Brakowało im naprawdę przyzwoitej warstwy taktycznej, choć granie w nie czasu sporo zabierało. Tymczasem, jak się okazuje, jest seria gier flash posiadająca takową warstwę. To perła w koronie gier na stronie kongregate: tytuły o wspólnym mianowniku, których absolutnie nie możesz ominąć - Battalion.
Wojna nie wybiera – kultowe słowa, jakie można spokojnie zastosować, odpowiednio zmodyfikowane do każdej z gier strategicznych. W końcu to my ją sprowadzamy, gdyż inaczej nie można zapanować nad światem. Bez niej też nie pokonamy ostatecznie szalonego naukowca, zbuntowanego dowódcy i jego złych żołnierzy. To podstawa gier komputerowych, ale też i świata realnego. Wszak ciągle toczą się konflikty zbrojne.
Wojna jest więc nieodłącznym elementem człowieka i nawet na tym uspokojonym po drugiej wojnie światowej Zachodzie, wielu chciałoby kogoś zabić. Na szczęście mamy gry komputerowe, które działają odstresowująco. I co ważniejsze jest tak wiele ich gatunków, że można wybrać styl uśmiercania ludności. My – stratedzy wolimy jednak nie maczać własnych palców w kolejnych ofiarach. Lubimy to robić pośrednio – poprzez podwładnych.
Rzecz jasna nie będziemy zabijać cywilów, bombardować miast, ani tym bardziej zlecać ostatecznych rozwiązań konkretnych narodowości. Za to naszym celem będzie najpierw stanie się prawdziwym dowódcą, potem pokierowanie zbuntowanym generałem, a następnie pokonanie go. Zagmatwane? Fabuła w każdej z konkretnych części serii jest żenująco słaba.
Jednak dobra strategia ładną historią nie stoi. Ta jedynie ją wzbogaca. Liczy się rozgrywka, która tutaj jest po prostu świetna. Do rzeczy? Proszę bardzo… To klasyczna turówka, lecz zamiast heksów, mamy kwadraty. Z tego powodu zostajemy ograniczeni tylko do ataku z czterech stron, który prowadzony jest na większe i mniejsze dystanse. Jednostek mamy wiele i część z nich posiada własne, unikalne zdolności. Walczymy na morzu, na lądzie i w powietrzu. Czyli klasyka wśród zwykłych, normalnych strategii. Która nią nie jest wśród flash’owych produkcji.
Nemesis
Oczywiście teren jest bardzo ważny. Rola jaką przyjdzie mu zagrać w bitwie, zależy w znacznej mierze od wojsk, jakimi dysponujemy. Może nam bardzo pomóc, utrudniając ofensywę wroga. Może też zatrzymać postępy naszych jednostek. Często mamy uzupełnienia strat. W części o podtytule Nemesis – w stacjonarnych budowlach, a w kolejnych natomiast używamy mobilnych fabryk-kopalni-fortec. Ich zniszczenie jest w zasadzie podstawowym warunkiem zwycięstwa. Gra* generalnie jest klasyczną turówką. Z czego każdy strateg się niezmiernie ucieszy. Ogromnym jej plusem jest też czas trwania misji w kampaniach. Przechodzimy takowe w ciągu dziesięciu, piętnastu minut. Nie eliminuje nas więc z pracy i szkoły.
Oprócz samej rozgrywki zaletą jest oprawa audiowizualna. Każda jednostka ma swój urok i kilka klatek w animacji. Bez problemu daje się ją odróżnić od reszty. Wszystkie natomiast są stworzone w jednolitym, lekko kreskówkowym stylu. Grafika służy łatwiejszemu przemieszczeniu wojsk i wydawaniu im rozkazów i znakomicie się wywiązuje ze swej roli. O dziwo też muzyka wydaje się całkiem znośna. Jednakże nie miałem okazji bliżej się z nią zapoznać – wolałem grę testować przy dźwiękach dobrego thrash metalu.
Seria niby liczy więcej gier, w praktyce okazało się, że tylko trzy są grywalne. Lecz nie płaczmy: wersja z trybem multiplayer ma być ponownie rozwijana. Znajdziemy w niej kooperację oraz typowe pvp. Włączając w to edytor, można wróżyć serii dość długą żywotność. Pomimo kiepskiej fabuły, warto zagrać dla samej rozgrywki, która zostawia pod wszelkimi względami wiele gier daleko w tyle.
*To w zasadzie jeden tytuł podzielony na trzy części.
Linki do gier: Battalion Nemesis | Battalion Ghosts | Battalion Vengeance


