Hegemony: Philip Of Macedon

Sun Tzu w swej „Sztuce Wojny“ napisał, że „aby uniknąć tego, co silne, trzeba uderzać w to, co słabe.“. Mniej więcej w tym czasie kiedy zostało to dzieło spisane, w Helladzie Filip II Macedoński przygotowywał wyprawę na Persję. Imperium, które ciemiężyło ludy greckie od blisko dwóch wieków. Nie znał on co prawda wskazówek wielkiego dalekowschodniego mędrca, lecz wojnę prowadził w bardzo podobny sposób jaki radził Sun Tzu. W Hegemony: Philip of Macedon możemy się wcielić w ojca jednego z największych zdobywców w historii, którym Aleksander Wielki. Nie powalczymy zatem pod Issos, ani nad rzeką Granik. Nie zarządzimy oddawania nam boskiej czci, ani przygotowania wyprawy na Arabię, a Tyr pozostanie niezdobyty. Ale i tak będzie fajnie.

O samym tytule dowiedziałem się z forum Gamecornera. Wątek, pochlebna opinia graczy i przyrównanie do Mount & Blade – chyba największej z niespodzianek ostatnich lat. Czy możliwa jest lepsza rekomendacja? Odpowiedź jest przecież zbyt oczywista. Demko spełniło swoją rolę. Zostałem posiadaczem pełnej wersji gry już po piętnastu minutach zabawy, a cena, o dziwo, aż tak bardzo nie odstraszyła. Sześćdziesiąt złotych nie jest dużą kwotą. Zwłaszcza, że większość najnowszych produkcji kosztuje ponad sto. Dlatego już na samym początku koszt zakupu potraktuję jako spory plus. A będzie ich jeszcze więcej.

Oblegać, szturmować i głodzić

Tutorial, który należy obowiązkowo przejść przyjemnie wprowadza w grę. To wszystko jest przecież takie proste. Łatwo pokonujemy kolejne hordy wrogów, łatwo zdobywamy pierwsze wioski, łatwo stajemy się coraz silniejszym państwem. Nic nie trwa wiecznie i kiedy już dostajemy, jako cel do zdobycia całą Helladę, zaczynają się schody. O ile przez pierwszą godzinę gry większość miast daje się zdobyć praktycznie bez walki, tak kolejne otoczone są przez systemy obwarowań. Naturalnie spowalnia to naszą ofensywę i nie możemy dosłownie stosować się do zasad Sun Tzu. Trzeba niestety oblegać, szturmować i głodzić.

Ostatnia z opcji, choć jest czasochłonna, pozwala skutecznie zniszczyć morale obrońców. Bowiem po każdym ataku, ewentualnie próbie przebicia się przez pierścień napastników, następuje wzrost spożycia żywności. Kiedy im odetniemy dostęp do wiosek produkujących zboża i połączymy to z atakami na wyniszczenie, zdobędziemy miasto nawet z wielokrotnie silniejszym garnizonem. To samo tyczy się zwykłych wojsk, będących na wyprawie. Bez jedzenia stają się bandą chłopów żebrzących o kawałek chleba.

Im dalej w las, tym więcej drzew… i miodu

Taktyka, jak sami widzicie, ma w tej grze pierwszorzędne znaczenie. Odpowiednie ustawienie wojsk, także dobranie ich rodzajów i proporcji pomiędzy nimi gwarantuje zwycięstwo. Wbrew pozorom to jednak tytuł prosty. Wprawny strateg reguły i większość smaczków pozna na samym początku. Niestety im dalej w las tym skala robi się większa, a gra nie daje wygodnych środków do dysponowania nią. Powielane są zatem błędy typowych strategii: początek przyjemny, bardzo taktyczny, ale później robi się straszna klikanina i z RTS-a globalnego otrzymujemy właściwie turówkę.

Kolejnym mankamentem jest brak dyplomacji. Co prawda określone ludy mają swoje oskryptowane zachowania i wszystko jest jak najbardziej historyczne, ale przecież najwięksi zdobywcy wygrywali wojny niejednokrotnie dzięki umiejętnemu skłóceniu wrogów. To samo można powiedzieć o kompletnym braku szpiegów oraz zarządzaniem miastami, którego nie ma. Doskonale wiem, że ta gra jest nastawiona na podboje. Tu się liczy walka, ale nawet ona nie została do końca dopracowana przy skali bitew kilkunastu jednostek na kilkanaście. Kiedy dochodzi do takowej musimy skupić całą naszą uwagę na tym jednym starciu. I to akurat, gdy barbarzyńcy podpalają pola gdzieś na drugim końcu naszego imperium.

Pomimo tego gra wcale nie traci na miodności. Po prostu powieliła pewne błędy wielu innych strategii globalnych, w tym najważniejszy. Cieszy limit ludności, wzrastający wraz z miastami, który zmusza do odpowiedniego kierowania wojskami. Nigdy nie będziemy mieć całkowicie uszczelnionych granic. Zawsze wróg znajdzie tę lukę i akurat tam będzie palił, gwałcił i mordował. Dlatego też należy tylko tam trzymać garnizony, gdzie są naprawdę potrzebne. Takie coś jednocześnie frustruje, ale zwiększa poziom wyzwania, a więc w ostatecznym rozrachunku przyjemność z gry.

Choć Hegemony: Philip Of Macedon nie daje odpowiednich środkow do kierowania wielkimi armiami, zastosowano przynajmniej skalowalną mapę. Zazwyczaj będziemy obserwować ją ze średniego przybliżenia, kierując kolejne armie na podbój nowych terytoriów, tworząc nowe wojska. Chcąc się zorientować, gdzie występują starcia, po prostu oddalamy ją, by zobaczyć obszary zabarwione na krwisty kolor. Zdecydowanie grafikę zaliczam na plus. Czytelność obiektów na mapie bardzo ułatwia rozgrywkę. Nie ujrzymy co prawda bitew rodem z serii Total War, ale to trochę inne podejście do strategii globalnych.

Dodanie zadań do wykonania jest jak najbardziej na miejscu. Spełniają rolę edukacyjną – dowiadujemy się nieco o historii zdobycia Hellady, uporania się z pewnymi problemami przez Filipa Macedońskiego, a także ułatwiają podbicie niektórych regionów. Nie zawsze wszystkie miasta musimy zdobywać. Czasami wystarczy tylko te najważniejsze wziąć pod swe panowanie, a reszta, poprzez skrypty zostanie przyłączona do naszego królestwa.

Hegemony: Philip of Macedon to gra z potencjałem, dlatego wystawiam jej mocne osiem i pół. Słuszne okazało się porównanie do Mount & Blade. Ten tytuł nie był początkowo idealny, ale zawierał to coś co przykuwało do monitora na długie godziny. Tu jest tak samo. Widzi się wiele wad, wiele niedogodności, a także bugi, ale to wszystko idzie zdzierżyć. Czegoś tak świeżego nie było na rynku strategii od dawna i jeśli znudziłeś się modami do Rome: Total War to zagraj w tę grę. Po prostu zagraj, a nie zawiedziesz się.

Podsumowanie:
+ Miodność
+ Całkowicie inne podejście do strategii globalnych
+ Ogromna ilość niecodziennych zagrań taktycznych
+ Prostota
+ Skalowalna i czytelna mapa
+ Questy

- Brak dyplomacji, wywiadu
- Zbyt uproszczone zarządzanie miastami
- Późniejszy etap gry

Hegemony: Philip Of Macedon można kupić tutaj

This entry was posted in Recenzje. Bookmark the permalink.

2 Responses to Hegemony: Philip Of Macedon

  1. Aio says:

    Ciekawe, muszę kupić i pograć skoro takie dobre to jest.

  2. skricz says:

    b.dobra recenzja;)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>