Disciples III: Odrodzenie

Imperium ludzi chyli się ku upadkowi, elfy podgryzają je od północy zagarniając cenne ziemie i miasta, czyli jednym słowem panuje ogólne rozprzężenie i depresja. W dodatku na niebie pojawiła się spadająca gwiazda. Oczywiście teraz ty będziesz musiał, bądź musiała pozbierać to do kupy, itd. Poza Imperium są jeszcze dwie frakcje – wspomniane elfy i Legion Potępionych. W najbliższym dodatku mają pojawić się ponownie Nieumarli.

Disciples III względem swoich poprzedników przeszedł niemałą rewolucję, jeśli chodzi o zasady rozgrywki. Nie ma już szachownicy z nieruchomymi pionkami, mamy za to klona serii Heroes of Might and Magic z pewnymi wariacjami. Pamiętam jak dziesięć lat temu trafiłem na pierwszą część Disciples, wtedy jako zatwardziały fan serii HoM&M (jeszcze produkowanego przez samego Van Caneghema i jego ekipę z New World Computing). Na początku pomyślałem – po c o mi klon HoM&M, skoro mam oryginał?

Ale nie – okazało się, że twórcy postanowili pokombinować i stworzyli całkiem oryginalny system walki. Mogło się to komuś podobać lub nie podobać, ale nie można było odmówić grze innowacyjności w ramach gatunku. Teraz to się skończyło. Mamy heksy, mamy poruszające się figury po mapie, mamy specjalne pola dodające bonusy figurze, jeśli na jednym z nich stanie. Rozumiem, że są różnice itd., ale powróciło pytanie : klon czy oryginał? Każdy musi odpowiedzieć sobie na to sam, czy może nie lepiej ponownie odpalić klasyczną HoMM III zamiast wydać 100 zł?

To co nadal wyróżnia Disciples to mroczny klimat i w trójce Rosjanom, którzy zabrali się za produkcję, udało się go utrzymać. To może zachęcić tych, dla których HoMM ostatnio zrobił się zbyt cukierkowy (nie wspominając o nowym wydaniu King’s Bounty). Oprawa graficzna, przeniesiona w pełny trójwymiar, stoi na stosunkowo wysokim poziomie, jak na moje niezbyt wygórowane potrzeby. No ale grafika, to w grach strategicznych rzecz drugorzędna. Ważne, żeby nie przeszkadzała w zbawie, a tutaj czasem tak jest. Może już niedowidzę od tego grania, ale czasem w gąszczu różnych ozdobników ciężko mi było znaleźć odpowiednią ścieżkę.

di4

Jeśli chodzi o ogólny szkielet gry to jest podobnie jak było – mamy zemk do rozbudowy, surowce do przejęcia (tutaj model trochę mi przypomina rozwiązanie z RTS-ów Relica, gdzie zdobywamy punkty strategiczne), bohaterowie do najęcia i wyposażenia w armie, a raczej oddziały. Tutaj w przeciwieństwie do HoMM nie dowodzimy setkami szkieletów czy chłopów, ale pojedynczymi osobami, którzy rozwijają swoje zdolności. A konkretnie rozwijamy jeden potężny oddział, bo reszta bohaterów ma co najwyżej za zadanie wspomagać głównego herosa w jego rozwoju.

To jest moim zdaniem jeden z powodów, który jest przyczyną pewnej nudy, która występuje po pewnym czasie w grze. Gra jest tak skonstruowana, że premiuje rozwój mega-herosa, który potem powoli krocząc przez mapę do jedynie słusznego celu, zmiata wszystko po drodze. Niemal żadnych niespodzianek. Zamek jest chroniony przez tak silnego obrońcę, że w zasadzie jest nie do zdobycia, więc nie ma się co obawiać ciosu w plecy i jego utraty. Wiele główkować tu nie trzeba, a po jakimś czasie gra nie stanowi dla nas większego wyzwania. Zwłaszcza jeśli się jest weteranem tego rodzaju gier. Nadal można używać czarów na głównej mapie, co dodatkowo ułatwia rozprawę z przeciwnikami. Wystarczy konkretnie przywalić z odległości i pozamiatane.

Rozwój bohatera ma ciekawe rozwiązania, np. drzewko, a raczej labirynt rozwoju umiejętności. Natomiast jego towarzysze rozwijają się w ramach określonych ogólnych funkcji – wojownika, magika, łucznika, złodzieja. Słabsze fizycznie jednostki mogą być chronione przez silniejsze, co jest pozostałością po starym systemie.

dis3sk

Najpoważniejszym problemem dla mnie jednak jest brak rozgrywek sieciowych, zwłaszcza w kontekście nienajbystrzejszego AI. W dzisiejszych czasach to już naprawdę poważna wada. Hot Seat nie zastąpi multiplayera, choć czasem może być zabawny. To jest dla mnie porażka numer jeden.

Podsumowując. Gra nie jest aż tak zła, jak można by wywnioskować po powyższych uwagach. Mogą dobrze bawić się np. osoby, które czekają na HoMM VI i chciałyby coś w miarę nowego. Fanom serii spodoba się utrzymanie klimatu i możliwość poznania dalszych dziejów Nevendaaru. Jednak nie jest to gra, którą można by polecić bez zastrzeżeń. Zmiany zamiast odświeżyć gatunek, upodobniły Disciples do konkurencji. Niektóre rozwiązania są ciekawe, ale ogólnie rozgrywka po jakimś czasie zaczyna nużyć, zwłaszcza osoby, które grały w gry tego rodzaju przez wiele lat. A więc jednym słowem: można zagrać, ale fajerwerków spodziewać się nie należy. Polonizacji nie oceniam, bo grałem w angielską wersję.

Dla wahających się jest rzadko ostatnio stosowane rozwiązanie – możliwość pobrania dema . Każdy więc może spróbować własnoręcznie, czy mu nowa odsłona Disciples pasuje.

This entry was posted in Recenzje and tagged . Bookmark the permalink.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>